Ciekawe cytaty
Tym razem kilka interesujących według mnie fragmentów wywiadów przeprowadzonych przez Marketing przy kawie. Aby przeczytać całość, można wpisać na przykład mój e-mail (mziemczonek@militaria.pl).
1. Pilnuj, żeby było fajnie (Maciej Gieracz, Artman)
- z w miarę sprecyzowanym zamiarem przychodzi do sklepu zdecydowana większość, bo około 78 proc. klientów
- generalnie chodzi o to, aby chłonąć te zmiany rynku
- nie zdradzę, ile osób z kuponami do nas przyszło, ale gdybyśmy założyli, że z miliona dwustu tysięcy osób, które odwiedziły tę stronę, przyjdzie 15 procent, a tak się zakłada przy standardowej promocji, łatwo policzyć, jakie to liczby
2. Uczmy się pokory (Ewa Ryłko, Studio Badań Marketingowych Profile)
- klient starszy, mniej wyedukowany, zauważa i docenia każdy drobny gest producenta
- wynika z tego, że także ludzie spoza branży marketingowej dużo o marketingu wiedzą. Ogólnie wiedza marketingowa staje się dosyć popularna, wiele się na ten temat mówi i pisze
- psychologicznie rzecz biorąc, wzrost świadomości nie przekłada się wprost na znieczulenie na wpływy ze strony marketingu
- tylko trzeba na to popatrzeć z perspektywy interesów konsumenta. A nie ma on żadnego osobistego interesu w tym, aby krytykować działania marketingowe. Ma interes w tym, by dostać tanio atrakcyjny produkt, chce być uszanowany jako konsument i doceniony za lojalność. Ma on po prostu swoje osobiste oczekiwania wobec rynku i marketingu. Dlatego nie krytykuje dla samej krytyki. Porusza go tylko to, co jest pewnym pogwałceniem tych jego osobistych oczekiwań wobec rynku
- więc konsumenci poszukują tego, co spełnia ich oczekiwania i potrzeby: rozrywki, samozadowolenia, uznania i szacunku, czasem konkretnej porcji wiedzy. I to jest motor ich krytyki. Nie krytykują, bo są odporni i reagują refleksją na zabiegi marketingowe. Raczej widziałabym to tak – krytykują, bo obecna reklama (jako przykład zabiegów marketingowych) słabiej odpowiada na ich potrzeby
- marketing nie musi się martwić, że przestaje być skuteczny. Może po prostu nie wie wystarczająco dużo o swoim kliencie – bo, powtarzam, nie wystarczy wiedzieć o nim tylko tego, co wiąże się z zakupem naszego produktu czy marki
- chodzi o to, aby marketerzy nie udawali, iż nie dostrzegają, że klient rozumie ich intencje – że chce się do niego dotrzeć i zdobyć na niego wpływ. Reklamy i inne działania marketingowe muszą akceptować to, że klient jest zbyt świadomy tego wszystkiego, żeby udawać, iż nie widzi, czego się od niego chce. Marketerzy nie powinni ukrywać tego, że robią marketing, czyli usiłują wpłynąć na konsumenta
- w czasach, gdy wszystko powstaje dzięki kolektywnemu autorowi, gdy ludzi przybywa i człowiek ma mniejsze szanse poczuć się zauważalnym indywiduum, jest to niezwykle ważne dla każdej jednostki, a dla konsumenta szczególnie, by przez kontakt z rynkiem dowartościować się, poczuć, że przez chwilę ktoś mówi wyłącznie do niego i z myślą o nim
- ludzie, którzy bardzo często nie potrafią lub nie mogą realizować się w postawach obywatelskich, pracowniczych czy innych, zawsze realizują się w postawach konsumenckich. Fakt, że decydują, z której piekarni wziąć bochenek chleba, jest dla nich jakimś symptomem ich wolności
- w pewnym sensie bycie na rynku i decydowanie o zakupie przyzwyczaja ludzi do wolnego wyboru i pozwala im oczekiwać takich wolnych wyborów w innych sferach ich życia
Wpisy w RSS
Świadomość ludzi wobec działań marketingowych wzrasta wprost proporcjonalnie do stanu kieszeni tychże ludzi. Człowiek mniej zamożny, skromniejszy musi 2x pomyśleć zanim coś kupi, zanim ulegnie promocji, zaś człowiek majętny może sobie (często nieświadomie) na błąd i często ulega wszechobecnemu słowu “PROMOCJA!”. To nie całkiem jest świadomość ludzka, to zmiana proporcji między: chcieć, móc, potrzebować…