Wybory, wybory
Jakiś czas temu rozmawiałem z koleżanką. Okazało się, że chciała kupić sobie w internecie książkę, nie wiedziała jednak jaką. Myślę, że to sytuacja bardzo częsta także w świecie niewirtualnym – wchodzimy do księgarni, aby zobaczyć, co ciekawego znajduje się na półkach, poprzeglądać, poczytać. Może coś kupimy, może nie, a wszystko zależy od tego, czy coś przyciągnie naszą uwagę i skłoni nas do wydania określonej sumy pieniędzy.
Analizę psychologiczną powstawania chęci zakupu i jej realizowania pozostawię specjalistom. Interesują mnie natomiast narzędzia, którymi sklep internetowy może pomóc osobie niezdecydowanej.
Mam wrażenie, że polski e-commerce w zdecydowanej większości (s)tworzony jest dla osób, które wiedzą co kupić. Precyzyjny podział na kategorie i sprawna wyszukiwarka z reguły wystarczają, by znaleźć to, co znaleźć się chce. Co jednak z internautami, którzy do zakupu albo nie są całkiem przekonani, albo faktycznie nie wiedzą jaką książkę (lub inny produkt) chcieliby nabyć?
Standardowym remedium są już różnego rodzaju zestawienia – promocji, bestsellerów, nowości, produktów polecanych, itp. Podobnie z opiniami użytkowników, recenzjami, dokumentami technicznymi, które mogą przybliżyć potencjalnemu kupcowi specyfikę towarów i pomóc w podjęciu decyzji. Popularna jest także możliwość obserwowania zakupów powiązanych innych klientów (czyli – osoby, które kupiły dany produkt, kupiły także… i tym podobne narzędzia).
Z moich obserwacji wynika, iż rzadko wykorzystywanim rozwiązaniem jest tzw. “wirtualny doradca”, który na podstawie podawanych przez internautę informacji przedstawić “potrafi” najbardziej dopasowaną propozycję sprzedażową. Takie narzędzie znaleźć można na przykład w sklepie E-cyfrowe.pl. Wydaje mi się, że taki doradca, odpowiednio zaprojektowany i zaimplementowany, może odegrać ważną rolę w procesie dostarczania internaucie oferty dopasowanej do jego nieskonkretyzowanych na początku oczekiwań.
Co przyniesie polska przyszłość?
Wobec:
- rosnącej liczby sklepów,
- rosnącej liczby produktów (i zwiększania się ich “nieokreśloności” w oczach klienta),
- mniejszej ilości czasu i uwagi poświęconych analizie danego produktu,
kluczowe staje się dopasowanie informacji o towarze (treść i forma) do oczekiwań klientów. A te zaczynają się coraz bardziej sublimować. W takim świecie suche opisy, zdjęciach i opinie nie wystarczają.
Moim zdaniem kierunek wytyczać będzie bardziej rozbudowana możliwość “oceniania” produktów przez osoby odwiedzające sklep. Nie chodzi już tylko o opinie o danym towarze, ale na przykład o dołączanie do niego różnego rodzaju opisujących produkty określeń-tagów (najlepiej tworzonych przez samych internautów) i tworzenia na ich podstawie list i zestawień. Oczywiście dobór narzędzi i zakres swobody ich tworzenia zależy od rodzaju produktu i grupy docelowej. Coś takiego stosuje na przykład Amazon.
Potencjał otwierania się na współuczestnictwo odbiorców komunikatu marketingowego w tworzeniu tego komunikatu dostrzegły już w Polsce firmy produkcyjne. Przeniesienie tych rozwiązań poziom niżej, na płaszczyznę (e)commerce to na pewno nie lada wyzwanie, ale jestem przekonany, że będzie to ruch opłacalny.
Wpisy w RSS