O polecaniu, forach i polskiej blogosferze
W Dużym Formacie ukazał się bardzo ciekawy artykuł poruszający temat marketingu szeptanego, trendsettingu i podobnych zagadnień. Szczególnie interesujący był dla mnie fragment dotyczący wykorzystania tego rodzaju “działań promocyjnych” w polskim internecie. W naiwności swej nigdy nie zastanawiałem się nie tylko nad skalą zjawiska, ale nawet nad samym jego istnieniem. A tu taki tekst i trzeba baczniejszym wzrokiem zacząć przyglądać się sieciowym dyskusjom.
For dyskusyjnych jest w polskim internecie niemało, ale miejsc, które skupiają wokół siebie dużą społeczność ciągle nie ma wiele. W wyniku tego stosunkowo prosto jest zrobić sporo szumu, wywołać zainteresowanie, namówić do spróbowania czegoś czy odwiedzenia strony. Ile firm tak naprawdę z tego korzysta i jakie środki są w to inwestowane? W jakim stopniu do współpracy namawiani są istniejący dyskutanci, a w jakim tworzy się fikcyjne postacie? Temat to niezwykle ciekawy, bo analizowany dalej zahacza także o zagadnienie monitorowania internetowych dyskusji dotyczących produktów lub usług danej firmy, a stąd niedaleko do szeroko pojętego sieciowego PR, zagadnienia coraz bardziej mnie wciągającego.
Trochę z mojego podwórka. For internetowych, na których toczy się dyskusje związane z tematyką militarno-survivalowo-strzelecką jest kilka. Z jednej strony to dobrze – bo łatwo mogę śledzić co się o nas pisze. Z drugiej – niewielka ilość dyskutantów o uznanym autorytecie oraz dobrze zintegrowane i błyskawicznie przyswajające wszystkie informacje “środowisko” sprawiają, że jeśli zaliczymy jakąś wtopę, ktoś może po prostu o tym napisać i ludzie “będą wiedzieć”. Cóż – takie sytuacje to wyzwanie :)
Ciekawostka – głos w sprawie “polecenia znajomym” zabrał Rafi, w wyniku czego okazało się, że do autorki bloga Zrzuty Streetcom zwracał się z konkretną propozycją finansową (przy okazji – Pajęczaki – pozdro! :).
Ostatnio zastanawiałem się też ile jest w Polsce blogów o dużej odwiedzalności. Kilkanaście? Kilkadziesiąt? Bo to ciekawe – dowiedzieć się co najchętniej czytają Polacy. Z pewnością byłby to wartościowy materiał do badań socjologicznych. Wchodząc już głębiej w aspekt marketingowy – co to znaczy duża odwiedzalność? Kilka, kilkanaście tysięcy unikalnych użytkowników miesięcznie? Lepiej podawać wizyty czy UU? A może nie muszą być wcale tysiące, by blog dostał się na orbitę zainteresowań firm? Wystarczy ściśle sprofilowana tematyka i określona grupa odbiorców, o których na przykład można dowiedzieć się dużo z komentarzy.
Sporo pytań, odpowiedzi mało. Faktem jest, że polska blogosfera rośnie – na pewno ta “branżowa”. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy zacząłem na własną rękę szukać polskich blogów poświęconych internetowi i mediom, mój folder w zakładkach liczył zaledwie kilkanaście pozycji. Teraz adresów mam już kilkadziesiąt i regularnie napotykam na kolejne interesujące miejsca. Problemem powoli staje się śledzenie treści – siłą rzeczy ograniczam regularne odwiedziny do blogów najciekawszych i w miarę często uaktualnianych. Mimo wszystko – pozostaje się tylko cieszyć.
Wpisy w RSS
zeby uscislic: to nie byla propozycja finansowa. na tyle wyceniono telefon ktory mialabym testowac :)
w koncu to przedmiot wartosciowy.
po testach mozna go zwrocic albo nabyc za ‘symboliczna zlotowke’
wiec realnie… czysty zysk :)
ale wiesz nawet teraz piszac to robimy reklame tej firmie.
mysle ze trudno uciec od szeptania…
pozdrawiam ;)
Na to chyba nikt nie odpowie sensownie. Wydaje mi się, że przy podawaniu statystyk bloga należałoby informować o źródle statystyk. Ostatnio opublikowałem u siebie porównanie statystyk stat.pl, Google Analytics, Webalizer, StatTraq i AWStats. Patrząc na te dane widać wyraźnie, że podawanie gołych danych o odsłonach niczego nie wyjaśnia, bo różnie są liczone…